sobota, 18 września 2010

Pierwszy dzień w pracy

Na dzień dobry spaliłam tosty. W domu nadal unosi się dym (okna trudno otworzyć ze względu na wszędobylskie koty, które koniecznie chcą się nimi wydostać na zewnątrz). No nic. Jadę do pracy.

Here I am. Eric i Tomek zapewniali, że wszyscy są tu bardzo mili, i tak też i jest (miła jest zdeydowana większość z tej połowy osób, które poznałam). Ludzie są w różnym wieku, nasz zespół w Urzędzie jest zdecydowanie młodszy. Wszyscy (ok. 30 osób, może więcej) siedzą w jednym pokoju, nie ma tu żadnych ścian, które odgradzałyby nas od innych. Wszyscy gadają, jest głośno i nie ma radia. Inny świat. Coś mi mówi, że po 3 miesiącach z rozkoszą wrócę do mojego trzyosobowego pokoju. Na domiar złego moje krzesło przy biurku jest zepsute. Bu.

Ludzie, jak wspomniałam, są ujmująco mili i pomocni - przynajmniej kobiety. Jest tu też jedyny (z tych osób, które dziś są w pracy) obiektywnie - czyli według ogólnych kryteriów, które jednak nie są w zgodzie z moim gustem - ujmując przystojniak, Jon. Jon jest wysoki, szczupły i odpicowany jak z żurnala. Wygląda jak idealny bohater serialu o prawnikach lub korpo-yuppies. Jest też widocznie odpychający. Wydał mi się od pierwszej chwili (zapewne niesłusznie - czas pokaże) wyniosłym bubkiem. Siedzi po drugiej stronie pokoju więc nie mam z nim bezpośredniego kontaktu wzrokowego, niestety cały dzień stał przy biurkach dziewczyn siedzących obok mnie i stresował mnie nieznośnie. Nawet głos ma odpychający. Zdjęcie na stronie też ma takie, że sądząc po nim nie chciałabym go spotkać w ciemnej uliczce. Ale z pewnością deep down inside jest very friendly. Niestety mieszka ponoć gdzieś blisko mnie i istnieje niebezpieczeństwo, że pewnego pięknego dnia podwiezie mnie do pracy.

Ano właśnie, podwożenie. Tu każdy chce mnie podwozić, albo deklaruje że może to zrobić when asked. Jako że nie przywykłam prosić nikogo o pomoc i generalnie wolę być samowystarczalna, niechętnie z tego korzystam - poza tym, kiedyś w końcu muszę zapoznać się z transportem autobusowym:) Przypomniało mi się jednak, że Tomka też podwoziła do pracy jakaś kobieta, zanim się przeprowadził poza miasto i zaczął dojeżdżać rowerem. Oni zresztą wszyscy się tu podwożą, więc zaczęłam się zastanawiać, czy nie korzystanie z podwózki nie zostanie przypadkiem odebrane jako nieuprzejme. Straszny problem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz