środa, 15 września 2010

Chapter 2. Worcester.

Day 1.

Najważniejsze – wifi w domu działa! Miałam poważne obawy po problemach w hotelu, ale tu wszystko gra i buczy. James, z którym mieszkam, jest troszkę nieżyciowy (jak to określił Eric, „geeky”), za to Helen – jego aktualnie była/ponownie przyszła/w separacji dziewczyna będzie wpadać od czasu do czasu. Pracuje w Izbie, co jest b. dogodne.
Obserwacja: ludzie w Anglii najwyraźniej nie mają problemów z wywalaniem przed obcymi szczegółów swojego życia prywatnego. Moja niedoszła gospodyni Jackie bez oporów opowiedziała Ericowi o swoich rozwodzących się lokatorach (moich niedoszłych flat mates) oraz że sama jest rozwódką, Helen wtajemniczyła Erica w swoją i Jamesa sytuację osobistą, po czym bez oporów opowiedziała o tym mnie (co jest w miarę zrozumiałe, jako że będę z nim/nimi mieszkać, niemniej jednak…).
Głodna jestem, w kuchni mnóstwo sprzętów, których nie umiem używać, domem rządzą dwa koty czyli jestem szczęśliwa:)

Day 2.

Założyłam konto w banku (pani pochwaliła mój angielski), kupiłam ogórki kiszone (niedaleko mam 3 polskie sklepy), wokół pełno różnokolorowych sąsiadów (śniadzi młodzieńcy na rogu uliczki lekko mnie dziś wystraszyli), jutro do Anglii przyjeżdża papież, będzie m.in. w Birmingham – w życiu nie byłam tak blisko żadnego papieża!:) A, nie, byłam, i to o wiele bliżej. Cofam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz