Otóż dziś pojechałam na zakupy z Helen i co się okazało? Nie wzięłam portfela! Przepakowywałam się z pracowej torby do casualowej, no i włożyłam tam wszystko poza tym, co na zakupach najbardziej potrzebne... Zastanawiam się, czy już zdążyli mnie obkomentować jako hopelessly clumsy. Dodatkowo - ale tego jeszcze nie widzieli - zachlapałam prysznicem ścianę w mojej mikrołazience (ale to tylko poniekąd moja wina - prysznic nie jest przymocowany do ściany, łatwo wyślizguje się z dłoni, zasłona nie obejmuje całej wanny a na ścianach użyto farby, na której odznacza się najmniejszy zaciek, o który w łazience nietrudno - zwłaszcza jeśli są w niej takie głupie rozpryskujące wodę krany; w kuchni też jest taki kran) i został na niej olbrzymi zaciek. Pewnego pięknego dnia James wejdzie tam, aby zamontować mi na ścianie prysznic, i odkryje wstydliwą prawdę. Koszmar. Can it get any worse than that? Sure it can... ciekawe, co mi się jeszcze przydarzy... Dziwne, w domu mi się to nie przytrafia.
Przy okazji - James, z którym mieszkam, i Helen, z którą pracuję, byli parą i mieszkali wspólnie, po czym postanowili zafundować sobie a little break, skutkiem czego ona wróciła do rodziców. Przyjeżdża jednak często, wczoraj zaś została na noc. Naturalnie, w moim łóżku nie spała. Wczoraj chcąc im powiedzieć dobranoc nakryłam ich wtulonych w siebie na kanapie. Szczęściem nie miałam akurat soczewek, więc nie dojrzałam jak bardzo sytuacja była zaawansowana. W każdym razie, byli w ubraniach. Boję się teraz wchodzić do nich gdy są razem. H i J ogólnie od początku mojego pobytu tutaj zachowują się jak para, ciekawe kiedy ona ponownie się wprowadzi - jestem pewna, że tak będzie. In fact, zastanawiam się, czy oni już do siebie nie wrócili.
Z optymistycznych rzeczy - zrobiłam dziś pranie a pralka nie wybuchła i nie ciekła, ugotowałam zupę, która nie wykipiała i w dodatku nadawała się do jedzenia (choć w ramach eksperymentu nie wrzuciłam do niej ziemniaków i z warzyw pływały w niej tylko strzępy marchewki i pietruszki, wyjętych wcześniej z wywaru).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz