Jak to zwykle bywa, w momencie uświadomienia sobie, że połowa pobytu w Anglii już za mną, życie nabrało rozpędu i kolorytu. Konkretnie, zaczęłam zżywać się z ludźmi z pracy. Np. skoczyłam po pracy na spontaniczne piwo z Alim i było super. Odkryłam, że Jon nie jest jednak wyniosłym bucem, wręcz przeciwnie. Do tego stopnia przeciwnie, że idziemy razem na koncert Thirty Seconds To Mars 1 grudnia! Bilety prewencyjne zostały już nawet kupione! Przynajmniej tego Artystę-Który-Postanowił-Ponownie-Przyjechać-Do-Polski-Gdy-Mnie-Tam-Nie-Ma uda mi się zobaczyć... No i wreszcie, zżyłam się z dziewczynami z International Trade Team.
W naszym teamie, poza managerką Lindą, pracują Shernel z Barbadosu, Iliana z Meksyku, no i ja. Są dokładnie takie, jak mi Eric o nich opowiadał: Nell bezpośrednia, mówi co myśli i ma cięty język oraz poczucie humoru; Iliana jest absolutely lovely. Przemiła po prostu. Należy do osób, które chcąc ci oddać pieniądze spytają najpierw, czy mogą to zrobić teraz, czy przypadkiem nie wolałbyś, żeby przyjść później. Do moich obowiązków należy m.in. pomaganie jej przy bazie danych i szkoleniach, które organizujemy w Izbie. Pewnego dnia podczas przygotowywania sali do szkolenia Iliana zaczęła zwierzać się ze swojego rozczarowania pracą i Lindą [hehe] i że właśnie dowiedziała się o swojej ciąży. Parę dni później mieliśmy wyjazd do biura w Telford, połączony z lunchem, i nasza nowo nawiązana więź uległa dzięki temu znacznemu zacieśnieniu:). Trzymamy się teraz w trójkę (to nasz sekretny front krytyków Lindy), z Nell wymieniłyśmy się empetrójkami (oczywiście wcisnęłam jej całą polską muzykę, jaką mam, z naciskiem na reggae), dostałam też wczoraj od niej w pracy flaszkę bardzo dobrego likieru (uroki pracy z firmami produkującymi alkohole; nota bene firma ta - Chase Distillery - została wybrana producentem najlepszej wódki na świecie, bodajże last year). Jutro mamy team night out, zatem wychodzimy wszyscy, ale po pracy spotykamy się w trójkę u Iliany. Next weekend mamy skoczyć do Birmingham na jakieś baunsy, 18.11 idę z Ilianą i jej mężem do teatru na sztukę - uwaga, uwaga - 'Allo, 'Allo. Robi się fajnie, grafik mi się zapełnia, a tu zaraz trzeba będzie wracać! Trochę szkoda:)
tak to zwykle bywa, że najlepsze zaczyna się na koniec :-)
OdpowiedzUsuńtrue... true:)
OdpowiedzUsuń