...a skoro o rozrywce mowa - TVN zakupiła format X Factor, który namiętnie co tydzień oglądamy z Helen i Jamesem (on akurat ogląda tylko dlatego, że my to robimy), więc będzie do czego wracać! Hehe.
Salsa evening. Główną atrakcją wieczoru miał być bynajmniej nie nawiedzony instruktor z Erytrei, a syn Erica, czyli przystojniak ze zdjęcia (Eric trzyma zdjęcia swoich dzieci i żony w gabinecie. Odnoszę wrażenie, że żonę kocha troszkę mniej niż dzieci). Niestety odczucie było mieszane - owszem, na żywo wygląda równie dobrze, jak na zdjęciu, ale sprawia wrażenie geja. Wrażenie mogło być jednak cokolwiek mylne, bo tu połowa mężczyzn wygląda co najmniej metrosex. Poznałam także wszystkie córki Erica, oraz jego żonę (Eric po dość dużej dawce alkoholu nawet z nią zatańczył). Luke to zdecydowanie najbardziej udane z dzieci. Co do samej imprezy (była to charity, z której dochód przeznaczony zostanie na podróż Laury Brown do Meksyku, gdzie rehabilituje chore dzieci), to przyjechaliśmy późno, w sumie na sam koniec. Abu akurat szkolił tłumek w tańcu reggaeton (wyglądało to dość zabawnie zważywszy na obecność w owym tłumku mężczyzn), co muzycznie akurat mi podchodziło, ale ze względu na trzeźwy stan do tańczących nie dołączyłam. A potem nastąpiły pląsy w parach, więc o tańcu mogłam już zapomnieć i skupiłam się na swoim piwie oraz socialisingu. Niestety, Luke nie poprosił o mój nr telefonu. Cała historia pod tytułem 'Zawsze mówiłam, że Eric będzie wymarzonym teściem a teraz proszę, jestem żoną jego syna' umarła zanim się narodziła. Pech.
Tydzień później byliśmy w teatrze na sztuce 'Allo Allo'. Zabawna, ale do telewizyjnego oryginału daleko. Ale może porównanie jest niesprawiedliwe - trudno było być obiektywnym, mając w pamięci aktorów znanych ze szklanego ekranu i sposób, w jaki mówili najbardziej sztandarowe kwestie, jak 'You stupid woman!', 'Listen very carefully cause I shall say this only once' czy 'Dziń dybry'. Po sztuce poznałam mamę Helen (połowa jej rodziny albo występowała w sztuce, albo pracowała za jej kulisami) i zostałam zaproszona na kolację u niej w domu przed wyjazdem.
Dwa dni później umówiłam się na kolację z Ilianą i jej mężem Yannem (to było moje trzecie wyjście z nimi, lub między innymi z nimi, w ciągu 10 dni; wcześniejsze opisane powyżej) na kolację i drinki. Miałam poznać Hiszpana, którego Yann wyhaczył na jakimś forum szukając osoby, z którą mógłby porozmawiać w ojczystym języku (innej niż jego żona, naturalnie). Dołączyli ich znajomi, z którymi zakończyliśmy wieczór w najstarszym pubie w Worcester, gadając o filmach, językach obcych i naszych ojczystych krajach (w towarzystwie mieliśmy Chińczyka, Meksykankę, Hiszpanów, Jamajczyka, moją skromną osobę oraz jedną jedyną Angielkę). Po raz pierwszy od przyjazdu będąc 'na mieście' nie tęskniłam za znajomymi.
Następny dzień spędziłam w Sea Life Centre w B'ham, dotykałam kraba i rozgwiazdę, widziałam rekiny i inne takie, których zdjęcia wkrótce na fejsie:) Amen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz