piątek, 1 października 2010

Tuesday night is gay night in Worcester

Bryana poznałam w niedzielę. Miałam już wychodzić z Acoustic Lunch zmęczona pobytem w klubie w towarzystwie znajomych Helen, którzy co do jednego są starsi ode mnie (nowość w moim życiu - być najmłodszą w grupie), matek z dziećmi i kobiet po 50-tce, kiedy on się dosiadł. Rozmowa była zaledwie miła dopóki nie okazało się, że Bryan jest Jamajczykiem. Naturalnie, od razu doszło do wymiany zdań na temat reggae i okolic, która skończyła się na "if you give me your phone number, I can text you if there's something interesting going on in the city".
Każdy, kto mnie dobrze zna wie, że jestem ostatnią osobą, która dałaby dopiero co poznanemu facetowi numer telefonu. Niemniej jednak oferta informacji imprezowej była wystarczająco kusząca, by jej ulec. Potem okazało się, że idziemy do domu w tym samym kierunku, zatem wyszliśmy razem. Zaowocowało to odrzuconym przeze mnie zaproszeniem na gorącą czekoladę po drodze ("hot chocolate" w ustach ciemnoskórych osób brzmi zawsze jakoś inaczej, z lekką nutką added value). Po powrocie do domu pomyślałam nawet, że uznał to pewnie za objaw braku zainteresowania, toteż nie spodziewałam się odzewu. Sms z ponownym zaproszeniem na hot drink wieczorem przyszedł już we wtorek i po namyśle spotkał się z łaskawym przyjęciem.
W połowie mojego cappuccino on już zaproponował spacer (najwyraźniej konwersacja nie wydała mu się wystarczająco pasjonująca). Mieliśmy iść obejrzeć pewną łódkę, której zdjęcie miał na komórce (urocze w jakiś dziwaczny sposób) w miejsce, które znałam, niestety okazało się, że wybrał trasę, która jest mi obca, w zaułkach jest ciemno i pusto, a z nieba pada dość obfity deszcz. Później było już tylko ciekawiej - co chwila wybierał drogę, co do której sam nie był pewien (na szczęście zawsze okazywała się właściwa), po kwadransie szybkiego marszu wzdłuż kanału rzecznego (czyli około 1/3 dystansu) prawie przestałam się odzywać bo dostałam zadyszki i przypomniała mi się historia choroby na astmę krążąca w rodzinie. W momencie przechodzenia na drugą stronę zatoki po mokrej, wąskiej, słabo zabezpieczonej i nieoświetlonej kładce (jedyna droga) pomyślałam, że jeśli przetrwam ten spacer, to nic mi już nie straszne. Szczęśliwie dotarłam do domu, pożegnania hugiem i "I'll text you some time", co uznałam za oznakę niepowodzenia naszej night out.
Kolejny sms przyszedł następnego wieczora. Jednak nie popadam w nadmierny optymizm. W końcu, jak Bryan sam mnie poinformował, we wtorek wieczorem na miasto wychodzą geje. To daje do myślenia... ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz